|
Ostatnie wpisy
Adoptowany łoś Krish ;)
|
wtorek, 01 maja 2007
Music & Lyrics, czyli sztuczne kwiatki też można podlać...
O co chodzi? Mamy Drew Barrymore i Hugh Granta, którzy tworzą piosenkę dla (mym skromnym zdaniem) niedopieszczonej sexualnie blondi Cory, która jest bardziej popularna od samej Spears i Shakiry. Hugh był kiedyś jednym z dwóch liderów sławnej grupy "POP!". W tej chwili kocha swój fortepian (aż za bardzo) i wynajmuje osobę do podlewania kwiatków, bo podobno panie, lubią jak jest u faceta w domu roślinność. Dodatkowo ma tak obcisłe spodnie, że krew mu dopływa do serca, przez co jest bardziej czuły. Drew jest rozstrzepaną panią od proszków odchudzających, która zastępuje koleżankę przy podlewaniu kwiatków, nawet tych sztucznych. Lubi przestawiać meble i śpiewać pod nosem romantyczne piosenki.
Nawiązanie do bollywoodu? A i owszem... Nie licząc tego, że podkład muzyczny sam o sobie świadczy, to pewien pan recepjonista nazywa się KHAN i słoń mu nadepnął na ucho :D Piosenka otwierająca film: Zbreźna Cora lejąca facetów po tyłkach:
piątek, 20 kwietnia 2007
Co za dzień...!
A miało być tak pięknie... a tu BUM. Już od rana mam zawirowania... Zaczęło się od pewnego pana Lucka. Wchodzę rano do kuchni, by wypić poranną kawę. Patrzę na stół, gdzie leży rachunek z TP. Ktoś mu obgryzł rogi. Ale pomyślałam, że może jak wyjmowałam z koperty to się pourywały. Powracam do rytuału parzenia. Biorę kubek, idę po kawę... Pod półka, na której stoi kawa jest obgryziony spory kawałek tapety i wszędzie leży tynk. LUCEK!!! Patrzę złym wzrokiem na klatkę...drzwiczki od klatki zamknięte, co jest?! Patrzę się z kubkiem w dłoni na tą tapetę, na klatkę, na tapetę, na klatkę... Wchodzi Ewka. Ja: Widzisz to co ja, czy już mam omamy? Ewa: Co? Tapetę coś obgryzło. Lucek gania? Ja: No właśnie nie. Klatka jest zamknięta. Ewa: A sprawdzałaś w środku? Znaczy w domku czy jest? Idę więc do domku, podnoszę go...brak gryzonia! Eeee...większe zawirowanie. Klatka zamknięta na wszystkie spusty, Lucka brak... Siedział sobie spokojnie za kuchenką, głodny i spragniony, bo się dorwał szybko do otwartych drzwiczek i zaczął szamać. Doszłyśmy z Ewką do wniosku, że musiał sobie facet otworzyć drzwiczki od klatki i je zamknąć przez przypadek, ale w jaki sposób, to mnie nie pytajcie, nadal jestem otumaniona przeżyciami porannymi :D Jeszcze dzisiaj parę rzeczy mniej istotnych się przydarzyło, a to jeszcze nie koniec dnia...
wtorek, 17 kwietnia 2007
Optymistycznie...
Właśnie zobaczyłam Alicję Janoszówną w 4 fun TV i poraz pierwszy sie ucieszyłam, że nie mam kablówki... Z tą panią dane mi było studiowanie w jednej grupie. Jakoś nie żałuje, że się przeniosłam na zaoczne i straciłam z nią kontakt. Jest to dziecko bojące się ludzi i nawet nie mam zielonego pomysłu dlaczego, tak podchodzi do innych. Jako, że ostatnio rzeczy martwe mnie nie lubią, to jeśli jeszcze chodzi o moją szkołę, którą już niedługo opuszczę (Amen!), to nie mogę pisać tego cholernego licencjatu. Terminy mamy wspaniałe, plan zajęć jeszcze bardziej. No, ale sam człowiek se wybrał, nie?! Z innej beczki: brakuje mi balkonu!!! Jak mieszkałam na Służewcu, to mogłam sobie w nocy wyjść, pogapić się na niebo, a teraz mi tego brakuje cholernie. Na dodatek muszę mieć rolety non stop opuszczone, bo z naprzeciwległego budynku wszyscy wszystko widzą. Zero prywatności, bo zachciało im się parking zrobić i pościnali drzewa. No cóż żyjemy w Polsce... Już oznajmiłam, że ludzi powykorzystuje i ich powietrze przed domem. :D
czwartek, 05 kwietnia 2007
Dziwne przypadki Aarti
Pomimo mp3 na uszach, to oczywiście musi mi się coś przydarzyć. Wchodzę sobie kulturalnie na peron i staję z boku. Jakiś dziwny koleś zaczyna mi się przyglądać. I co najważniejsze: a) nie był pijany, b) był w garniturze, okularkach, z laptopem w ręce. Tak, więc stoję czekam na metero, a facet mi się ciągle przygląda. Wchodzę do wagonu, on wchodzi za mną. W końcu podchodzi (zdejmuję kulturalnie słuchawki) i pyta: - Ma Pani chłopaka? Ja w szoku: - Eee, tak... - Szkoda, ... To nie zostanie Pani moją żoną? - Raczej nie... Wysiadłam na Polach i idę sobie kulturalnie do domku. Jako, że nie było nikogo na Niepodległości, to śpiewałam sobie pod nosem. Sprawdziłam wzrokiem, czy nikogo nie ma na skwerku, skręciłam i dalej nucę My dil goes mmmm..... Weszłam w Kwiatową, ni żywej duszy, dalej ciągnę swoją pieśń. Nagle wyprzedza mnie facet, uśmiecha się pełnymi zębami i pokazuje kciuki do góry... Nie ma to jak karaoke w moim wykonaniu :D
środa, 04 kwietnia 2007
Nie to, że jestem zbereźnikiem :P
Ostatnio dorwałam się do tejże piosenki:
Powiedziałam Edi, że zatańczymy ją u Luany na parapetówce drugiej, a ona na to, żebym się leczyła :( No, ale fajnie by było tak polatać rączką w kółko :) Generalnie piosenka rozładowuje moje stresy, tak więc narazie przy niej pozostanę, przynajmniej do jutra :) |